Protektorzy

Raport 3/30Cha/1509

Prowadzeni przez mistrzów, na oczach całego Kaeru, zostaliśmy odprowadzeni do karczmy Kaldara. Zlecono nam rozpoczęcie śledztwa w sprawie kultu. Została do rozwiązania sprawa T’skrangów. W sprawie kultu mieliśmy udać się do „rynsztoków i ciemnych zaułków” w poszukiwaniu jego członków. Jhonda poparła również pomysł dołączenia do kultu i rozpracowania, a także prawdopodobnie, zniszczenia go od środka.

Rano nie tracąc czasu z Denarosem i Kelronem udaliśmy się do barmana w celu uzyskania informacji dotyczących rozwiązania sprawy nie pojawienia się lahalli na spotkaniu rady.

Wraz z Joranem ruszyliśmy do pałacu T’skrangów. Joran bierze udział w prywatnej audiencji u lahalli, a my czekamy na niego. Czekając zaczepia nas Karczor, buntowniczy T’skrang, który dał się poznać podczas festiwalu. Był w posiadaniu miecza Kelrona i wyzwał go na pojedynek, którego nagrodą był ów oręż. Do starcia nie doszło, a audiencja zakończyła się powodzeniem i zażegnaniem konfliktu.

Za zgodą Jorana udałem się na posterunek straży w Okoros, by sprawdzić jak sprawuje się mój oddział.

Na posterunku zastałem Aurwanga, Lillianne i Jedrica. Z ich raportów wynikało, że Okoros nie jest lękane przez większe burdy. Zleciłem im uważną obserwację Kaeru w poszukiwaniu śladów kultu.

Po powrocie z Denarosem i Lillianne udaliśmy się do karczmy Uschniętej Koniczyny, jedynego tropu, jaki mieliśmy w sprawie kultu. Przed wejściem spotkaliśmy Karczora. Rozmowa nie toczyła się wokoło niczego innego jak niedoszły pojedynek z Kelronem. Z nienacka pojawił się Kelron. Przyjął wyzwanie Karczora i wszyscy razem udaliśmy się do sal Mażdżygnata, gdzie doszło do pojedynku. Po dłuższej i ciężkiej walce Kelron odnosi zwycięstwo i odzyskał swój miecz. Niezwłocznie udaliśmy się do Uschniętej Koniczyny, własności Gratara.

W karczmie po rozmowie z właścicielem Kelron wziął udział w grze w kości z nim. W pewnym momencie ludzki towarzysz trolla próbował uciec, jakby się nas obawiał. Całe zajście skończyło się odzyskaniem przez Kelrona jego rodowego pierścienia. Po całym zajściu napotkaliśmy chłopca, który przekazał nam informacje o spotkaniu w Karczmie Kaldara z Joranem.

Tego dnia o zmierzchu miał się odbyć rytuał nadania imienia grupy, a ja z moimi strażnikami mieliśmy pilnować bezpieczeństwa.

Po rozpoczęciu rytuału przybył Leldrin i na prośbę mistrzów został wpuszczony. Niedługo potem poprosił o przyniesienie srebrnej misy z jego pokoju…

Pomimo całego szacunku, jakim darzę Leldrina, jego ostatnie zachowania wydawały mi się co najmniej podejrzane. Faktem jest, że brał udział w wyprawie i jako jedyny przeżył, co niejako robi z niego eksperta. Ale zastanawia mnie jedna kwestia: przeżył jedyny. Chcąc dokonać prawidłowego osądu musiałbym zmusić „strzałę” do podziału w locie by jednakowe jej części osiągnęły jednocześnie trzy cele. Jego przeżycie może świadczyć o monstrualnej sile, szczęściu albo, co najgorsze, o zdradzie.

Na szczęście, mam nadzieję, w krótkim czasie okazało się, że nie miałem racji. Momentalnie w głównej Sali karczmy zapadła ciemność, rozległ się trzask pękającego szkła i czuć było żar ognia i duszący dym. Salę ogarnął chaos, wywołany głównie przez uciekających klientów. Licząc na wsparcie Lillianne i Jedrica w opanowaniu tłumu, sam z Kelronem i Denarosem wpadłem do pokoju, w którym odbywał się rytuał drużyny. Mistrzom dyscyplin nic się nie stało, ale rytualna misa z poświęconą krwią została skradziona. Tylne drzwi do komnaty były otwarte. Po szybkim uzgodnieniu strategii nasza trójka udała się w pościgu za sprawcą. Na korytarzu zobaczyliśmy nieprzytomnego Aurwanga, a w drzwiach na zewnątrz znikała z naszych oczu postać Szalonego Angiusa, który wcześniej dał o sobie znać na Sali podczas kłótni z jednym z gości. Rzucając się za nim w pogoń drogę zagrodził nam ksenomanta Srebrna Brew. Mimo wszelkich wysiłków podjęcia walki szybko został powalony przez Denarosa. Próbę ataku powstrzymał mój kopniak wymierzony w jego twarz, a w trakcie ucieczki jedną strzała roztrzaskałem mu kolano.

Jednak był to dopiero początek kłopotów. Nie wiadomo skąd w zaułku pojawiła się szóstka kultystów, których w kilka chwil udało nam się rozgromić. Dopiero teraz mogliśmy ścigać Szalonego Angiusa. Pierwsze tropy znalazłem prawie natychmiast, ale im dalej się zapuszczaliśmy tym pewniejsza stawała się myśl, że go zgubiliśmy. Dopiero po którymś zakręcie Denaros zauważył odblask misy w oddali. Po omacku dotarliśmy do wejścia do jakichś podziemi. Znalazłszy pochodnie powoli przemierzyliśmy wąskie korytarze, na opak wybierając, w którą stronę rozwidlenia się udać. W pewnym momencie zostaliśmy zaskoczeni przez dwóch kultystów. Dopiero pokaz moich strzeleckich zdolności, którymi okazała się rykoszetująca strzała powalająca osiłków na ziemię i torująca nam drogę. Błądząc korytarzami dotarliśmy do prowizorycznej sypialni, gdzie znaleźliśmy srebrną misę, ale krwi mistrzów w niej nie było. Ruszyliśmy w dalsze poszukiwania Szalonego Angiusa, ale dopiero Strzała Kierunku zawróciła nas w okolice sypialni, gdzie doszło do decydującego starcia. W zaułku nieopodal, prawdopodobnie, komnat kultystów znaleźliśmy Szalonego Angiusa z fiolką krwi. Denaros bez zastanowienia rzucił się na przeciwnika ogłuszając go obuchem topora, a Kelron w ostatniej chwili złapał wypuszczoną fiolkę. Całe zajście miało być chyba nieudaną pułapką, bo elementem odcinającym nam drogę ucieczki byli trzej kultyści. W trakcie potyczki Denaros został przebity mieczem, a Kelron ogłuszony. Jednak nie dało to przewagi wrogom, bo miecz wyciągnięty przez krasnoluda z jego wnętrzności, skąpany w jego własnej krwi działał na przeciwnika niczym kwas, żrąc jego twarz przy najmniejszym dotyku. Sam rozprawiłem się z dwom kultystami, jednemu skalpując twarz mieczem, a drugiemu odcinając rękę i przecinając serce atakiem z wyskoku. Nieprzytomny Szalony Angius został odprowadzony przed oblicze mistrzów, a istnienie kultu zostało uznane za zakończone.

Comments

Kosmit

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.